Kilimanjaro

Szkoła Wspinania      Waldek Niemiec

   Obóz wspinaczkowy Krym

 Kurs Skałkowy

 Kurs Taternicki

 Obóz wspinaczkowy Maroko

  Trekking Afryka

 Trekking Afryka

 Obóz wspinaczkowy Krym

 Zimowy kurs turystyki wysokogórskiej

 Zimowy kurs wspinaczkowy

 
* obozy wspinaczkowe
* trekkingi i wyprawy
* rekreacja
* terminy i ceny
* gdzie i jak
* kontakt
* galeria
* partnerzy
* darmowe serwery


szkoła

Moja Szkoła Wspinania Kilimanjaro nie powstała natychmiast po uzyskaniu przeze mnie uprawnień instruktorskich.
Jestem instruktorem Polskiego Związku Alpinizmu i szkolę od ponad 19 lat (pełnoletność!) w skałkach, Tatrach latem i zimą oraz w innych górach Europy, ale dopiero kilka lat temu zdecydowałem się na założenie własnej szkoły. Uczyłem się na błędach swoich i innych, podpatrywałem lepszych, gromadziłem doświadczenia i ... rezultat możecie poznać w praktyce.

Mam nadzieję, że dobrze wykorzystałem ten czas.

A dużo się działo...

(jeżeli chcesz wiedzieć o mnie więcej, wejdź na moją stronę prywatną albo zobacz krótką notkę poniżej)

Większość szkoleń prowadzę osobiście, ale też współpracuję z zaprzyjaźnionymi instruktorami PZA, wg mnie najlepszymi i najsolidniejszymi jakich możecie spotkać w skałach i lodach świata.

Jeżeli waszym jedynym celem jest uzyskanie uprawnień wspinaczkowych to wybierzcie raczej inną szkołę. Ja nie uczę "pod egzamin" ani "pod Kartę".

Chociaż nie interesuje mnie "zaliczanie" kolejnych "dni wspinaczkowych", spełniam wszelkie wymogi programów szkoleniowych Polskiego Związku Alpinizmu i oczywiście wszystkie wynikające stąd uprawnienia zdobyć u mnie możecie. Nawiasem mówiąc, wszyscy moi podopieczni, którzy przystąpili do egzaminów na Kartę Taternika czy Kartę Wspinacze, to zdawali je bez problemów.

Skupiam się na przekazaniu tego wszystkiego, co sam umiem. Nie po to żebyście uzyskali kolejny papierek, ale zdobyli takie umiejętności i wiadomości, które pozwolą wam cieszyć się bezpiecznym wspinaniem.

W słonecznych skałkach, szorstkim granicie tatrzańskim, w mikstowych ścianach podczas tatrzańskiej zimy i wśród surowych lodowców alpejskich.

Gdzie wam się tylko zamarzy...

Krótko o sobie:

Na karku mam 41 wiosen, chociaż jak to zwykle bywa w tym wieku, mentalnie jestem w czasach początków mojego wspinania. A było to wiele lat temu...

Zawodowo zajmuję się zarządzaniem firmą, pracowałem przez wiele lat jako manager, a czas wolny w całości wypełniało mi wspinanie i prowadzenie szkoleń. Kilka lat temu rzuciłem pracę (lub jak kto woli na odwrót) i teraz wyłącznie szkolę adeptów wspinania w skałkach, w Tatrach latem i zimą, w Alpach i Dolomitach, a w wolnych chwilach prowadzę trekingi po Czarnej Afryce i nie tylko.
Włóczyłem się latami po całym świecie, mieszkam prawie od urodzenia w Krakowie i tu działam, ale najlepiej czuję się w rodzinnym Dynowie.

Dłużej o wspinaniu:

Wspinam się od 1980 roku. Miałem wtedy 15 lat i blade pojęcie na czym ma polegać ta zabawa. Przeszedłem klasyczne stopnie wtajemniczenie: kurs skałkowy i tatrzański, samodzielnie Tatry w lecie i później w zimie. To zajęło mi 4 lata i cieszę się, że je przeżyłem bez wypadku.

Później jak to zwykle bywa: Dolomity i Alpy. Spędziłem tam wiele sezonów latem i zimą, zrobiłem wiele dróg na mniejszych i większych ścianach. Po sześciu latach intensywnego wspinania i ukończeniu stosownych kursów zostałem instruktorem PZA (wówczas najmłodszym w Polsce).

No i wtedy już zdałem sobie sprawę, że tak będzie wyglądało moje życie.

Zrobiłem do tej pory gdzieś z tysiąc dróg w Tatrach latem i zimą, w tym kilka nowych mojego autorstwa, ponad setkę dróg w Dolomitach i Alpach. Kilkoma z nich można się nawet pochwalić: Pająki na Kazalnicy klasycznie, Superdirettissima Kazalnicy w zimie w 1,5 dnia, Łapiński-Paszucha na Kazalnicy w zimie w 5,5 godz., Filip i Flamm na Civettcie w 8,5 godz., Hasse-Brandler na Cima Grande di Lavaredo, pierwsze polskie przejście Czerwonego Filara na Tofana di Rozes to takie pierwsze z brzegu.

Generalnie najbardziej odpowiada mi wielodniowe wspinanie w dużych ścianach.

Z czasem zaczęły się dalsze wyjazdy.
Pierwszym i na pewno wielkim doświadczeniem była wyprawa do Patagonii (Argentyna) w 1986 roku. Pojechaliśmy tam aby zrobić nową drogę na Cerro Tore. Nic z tego nie wyszło. Przerzuciliśmy się na sąsiedni 1200 metrowy filar Aig. Pouancenot, ale przez miesiąc mieliśmy zaledwie 3 dni pogody i trzeba się było zwijać...

Natomiast niewątpliwym sukcesem zakończyły się nasze ostatnie dwa wyjazdy:

Z ekipą wspaniałych przyjaciół wybraliśmy się do Mali (Zachodnia Afryka) i tam zrobiliśmy nową drogę na Kaga Tondo w masywie Ręki Fatimy. To niewiarygodne, ale prawie z piasku i kamieni półpustyni wyrastają tam 600 metrowe pionowe, piaskowcowe ściany. I środkiem największej z nich poprowadziliśmy nową drogę. Kilkanaście wyciągów wspinania, z których tylko kilka pierwszych poniżej 6, a najtrudniejszy 7a+ i 2xA0. A wszystko to w palącym słońcu zwrotnikowej Afryki.

Ten sukces tak nas zmobilizował, że w tym samym, zaprawionym w bojach składzie, pojechaliśmy na Madagaskar. Kilka lat temu odkryto tam 800-metrowe, granitowe ściany, nietknięte przez wspinaczkową gawiedź. K. Albert i B. Arnold zrobili tam pierwszą drogę i środowisko obwołało masyw Tsaranoro "nowym Yosemite". Rzucili się tam robić nowe drogi i K.Albert z B.Arnoldem i M. Piola i L. Hill. No i my także. Znowu nam się udało. Zrobiliśmy dwie nowe drogi, przy czym ta druga naprawdę honorna. 600 metrów idealnie pionowego granitu bez najmniejszej ryseczki. Trudności od 6a (najłatwiej, pierwszy wyciąg) do 7b+ (7a obligat.), przy czym tylko kilka było poniżej 6c.
Wszystko to w zasadzie spokojnie i bez zbędnej szarpaniny w prawdziwie rajskim otoczeniu.

I właśnie podczas ostatnich wypraw zaczęła mnie drążyć taka myśl: co ja robię w garniturze za biurkiem? Przecież moje miejsce jest zupełnie gdzie indziej.

Stąd już była krótka droga do powrotu na stałe w skałki i góry.

powrót na początek






























































































 

:: Kilimanjaro Copyright © 2005 ::